Sezamie otwórz się!

Ha! Dzisiaj zupełnie z innej beczki bo przecież nie samym fitnessem człowiek żyje. Prawda?! Jestem prawdziwą, wręcz do bólu i znudzenia, zodiakalną panną. Mam poukładane w szafie kolorami, lista i plan działania wręcz mnie podniecają, a co z tym idzie ZERO spontanu. Każdy ma jakieś dziwactwa a ja mam kubki na herbatę i na kawę, na poniedziałek i na weekend! Co jeszcze „docenia” we mnie otoczenie? To, że jestem PRAKTYCZNA i w pewnym sensie POŻYTECZNA! Zapewniam was, że WSZYSCY na tym korzystają. UWAGA! Niespodzianka: dzisiaj, Kasia pisze o TOREBKACH! Nawet nie wiecie jak bardzo się cieszę, że mogę się z wami podzielić moją drugą po fitnessie i trzecią po Marii Antoninie pasją. Nie będzie to jednak tekst modowy, o tym co w VOGUE’u świszczy albo co Rihanna miała ostatnio na sobie w McDonaldzie. Zgodnie z moją naturą, będzie o tym jak przetrwać kataklizm TYLKO z damską torebką. Da się, ale o tym w ostatnim paragrafie!

Ta najmniejsza to JA! LOOK OF THE DAY!

Teraz trochę retrospekcji i historii. W domu nauczono mnie oszczędności a przede wszystkim DBANIA o swoje rzeczy. U nas zakupy robiło się w sierpniu, tydzień przed pójściem do szkoły. Zeszyty, ołówek, długopis (TAK w liczbie pojedynczej), drewniane kredki z misiem na kartonowym pudełku a już jako bonus i totalne szaleństwo: pastele chińskie i „miękki”, dwustronny piórnik. Kupowało się 5 bluzeczek na W-F, buty ćwiczki z małą flagą powiewającą z boku (patrz tutaj: czeszki), strój galowy w postaci białej, falbaniastej bluzki, importowanej z egzotycznej Turcji. Wszystko pachnące i zawinięte w szary papier ze sklepu SPOŁEM czy w przypadku tej ostatniej, z bazarku miejskiego. Mama szyła spódniczki i sukienki, tornister sprzed roku, bo nie było jeszcze w nim dziur i poszła do szkoły. Zimowe kozaki były z tamtego roku, kurtka też. Czapkę, szalik i rękawiczki robiło się samemu na zajęciach technicznych. Kiedyś nawet się nie marzyło o czymś więcej bo to był cały asortyment dostępny na polskim rynku. Nie mieliśmy porównania … paradoksalnie, chyba trochę było łatwiej. W butach mogłabym chodzić jednych całe życie, ale ponad wszystko i odkąd tylko pamiętam uwielbiałam torebki. Moją pierwszą mam do dziś, ma już 36 lat! Granatowa jak ciemne niebo, z czarnym paseczkiem na guziczek ale ten połknęłam. Nosiłam ją tylko w niedzielę, do kościoła. Prawdziwa 3 letnia fashionistka! Miałam w niej chusteczkę w kwiatki, taką materiałową, którą używało się jednego dnia kilka razy i na której były wszystkie gluty … jak powrót do przeszłości. Magia smarków. Dziękuje ci mondializacjo i USA za jednorazowe chusteczki higieniczne!!! Nawet nie wiesz jak bardzo! Miałam w torebce pieniążek na tacę i naklejkę z Peweksu. Był tam też notes z pieskiem i czerwona kredka … w razie kiedy w przypływu geniuszu, odkryłabym że umie pisać! Wszystko doskonale pamiętam, bo to były moje skarby. Kilka lat później chciałam ją wyczyścić i wsadziłam do wody. Z miękkiej skórki zrobił się kamienny kuferek i nie dało się już jej tak łatwo otworzyć. To była moja pierwsza w życiu torebka.

Moja pierwsza w życiu torebka … znowu … ta najmniejsza

Później odziedziczałam torebki po mamie i ciociach. Dbałam o nie najlepiej jak potrafiłam. Uważałam już z wodą a babcia pokazała co można wyczyścić masłem, co olejem, a co jeszcze Trybuną Ludu. Dzisiaj w swojej kolekcji mam 118 torebek. 34 musiałam oddać kiedy urodził się Louis ponieważ trzeba było zrobić w mieszkaniu miejsce na dziecko. Są różne i przeróżne. Każdą kocham z całego serca, każdą kocham inaczej bo nie wszystkie do wszystkiego się nadają. Niektóre są kompletnie niepraktyczne ale lubię na nie patrzeć. Wiele jest marki „krzak” ale to przecież nie istotne. Dzisiaj będzie tylko o trzech rodzajach: od tej najbardziej dla mnie niepraktycznej do tej bez której wiem, że nie zginę. KOPERTOWKI, miniauderki, pochettki, clutch’e to najmniejsze, najpiękniejsze i najbardziej STRESUJĄCE torebki w mojej kolekcji. Trzeba mieć zdrowe nerwy żeby z taką wyjść na miasto. W moim przypadku wyjście samemu jest absolutnie wykluczone, potrzebna jest druga osoba z plecakiem, na wszystko co może się przydać. Kto wie co nas czeka za drzwiami?! Mi zawsze wszystko jest potrzebne. Podziwiam dziewczyny które nonszalancko noszą mini torebunie. Ja na codzień noszę … jak to mówi mój mąż … worek na kartofle. Très chique! Najstarszą i jedną z najmniejszych torebek jaką posiadam pochodzi z początku XX wieku. Znaleziona za grosze na pchlim targu, kompletnie przez przypadek bo poszłam po talerz. Wykonana jest z misternych, srebrnych łańcuszków. Na pewno nosiła ją jakaś Flapper Girl jak w Wielkim Gatsbym. Służy mi konkretnie do … niczego. Przyglądam się jej i przenoszę się w czasie!

rok 1918

Jak jest dziura w budżecie a ja jestem na głodzie torebkowym, sama sobie je szyje. Tak było z torebką na bal w Wersalu. Nie mogłam znaleźć niczego godnego mojej ukochanej Marii Antoniny i co by pasowało do 18 wiecznej sukni … więc sobie sama taką uszyłam. Oczywiście, zgodnie z kanonami musiała być mała i w rezultacie zmieściła się tam tylko ładowarka do telefonu, szminka i jedna chusteczka. Telefon trzymałam w ręku bo miejsca na niego już nie było. Stefowi doszyłam dodatkowe kieszenie w pantalonach ‘a la’ 18 wiecznych, żeby można było zabrać na całonocną zabawę arsenał potrzebnych rzeczy. No co?! Jak Wersal to Wersal. Niech żyje Bal! Tak naprawdę za projektanta pierwszych miniauderek uznaje się Van Cleef & Arpels i pochodzą one z lat 30’. LISTONOSZKA, hobo, chlebak, messangerka są bardzo WYGODNE. To dla mnie torebka idealna na podróże. Lubię takie co mają dużo kieszeni w środku. Zazwyczaj jest na długim pasku i nosi się ją przełożoną przez ramię. Wspaniale sprawdza się w zatłoczonym mieście podczas zwiedzania, gdzie najwięcej „lepkich-szybkich rączek”. Włożysz do niej z powodzeniem przewodnik, pterodaktyla bo triceratops nie wejdzie, relanium, które przyda się kiedy dziesiąta z kolei babcia na 8 centymetrowych szpilkach będzie chciała uniknąć kolejki, chusteczek cała paczka, kij do zdjęć nawet podręczny mini statyw. Resztę nosi ojciec. Każdy podczas wakacji ma swoją rolę.

Te średniej wielkości torebki są też bardzo pożyteczne w innych celach. Taka np. torebka Kelly z domu Hermesa. Ta nie na pasku ale do ręki. Nazwę swoją wzięła od księżniczki Grace Kelly, która zakrywała właśnie tą torebką swój brzuszek ciążowy, kiedy etykieta dworska nie pozwalała jeszcze na jego oficjalne odkrycie. Od tamtego czasu, i kilkadziesiąt lat po jej stworzeniu, Hermes nazwał swoją jedną z najpopularniejszych torebek „Kelly”. Możemy również podpatrzeć jak robi to Anita Włodarczyk i użyć naszej messangerki do samoobrony. Mi na razie młotowym ruchem udało się skutecznie odgonić osy. A teraz NIRVANA! Torebka, która jest moją ostoją spokoju. Z którą jak wyjdę wiem, że nic mi nie grozi, że mam wszystko pod ręką. Zapytaj mnie na ulicy o co tylko chcesz, a ja będę to miała w torebce. Torebka która odzwierciedla moją „chorą” praktyczną duszę: TOTE, shopperka, torba. Moja ukochana nazywa się „Nigdy Pełna”. Kupiłam ją, bo zwariowałam na punkcie jej nazwy. Tak, tak … oczywiście miała piękne i głębokie wnętrze i … ojtam! Nazwa spowodowała, że zakochałam się od pierwszego wejrzenia! Używam jej codziennie. Pan w sklepie powiedział, że jest w stanie wytrzymać obciążenie 100kg! Bardziej przekonywać mnie nie trzeba było. Byłyśmy dla siebie stworzone! W mojej torebce panuje uporządkowany bałagan i żeby Stef mógł coś w niej znaleźć, potrzebuje GPSa. Znajdziesz w niej dwie kosmetyczki: jedna na poprawienie urody i druga ze skarbami. Dzisiaj na rynku np. w Sephorze można dostać zestawik do makijażu w którym jest wszystko: cienie do powiek, malutka maskara, puder, pomadka w kremie, pęsetka na włosa w nosie albo kurczaka w zębie. Bardzo ekonomiczne rozwiązanie, które nie zajmuje dużo miejsca. Od kilku miesięcy ćwiczę Ewę w pracy, a wiadomo po Ewie wszystko z ciebie spływa. Po treningu warto sobie makijaż poprawić….w sumie to tam nie ma nic do poprawiania…trzeba go po prostu zrobić od POCZATKU. Mój zestaw służy również koleżankom 😉 W drugiej kosmetyczce mam trochę apteki i scyzoryk wielofunkcyjny, a i mini centymetr krawiecki. No co?! Nigdy nic nie wiadomo! Znajdziesz tutaj kropelki do oczu bo w Paryżu wielkie zanieczyszczenie albo klima w biurze wieje ogniem. Nie raz się przydało! Wiedzcie, że u nas w budynku jest 2000 osób. I nie raz miałam przyjemność wyratować z opresji osobę, której w życiu na oczy nie widziałam: ponieważ ogólnie wiadomo, że Kasia z parteru w torebce ma wszystko. Mam też proszki od bólu głowy, zawsze i doliprane na gorączkę dla dziecka, sztuk dwie. Babcia nosiła landrynki z miodu i ja też, na ból gardła bo dużo gadam i się przydają na koniec dnia. Są też ZAWSZE wały przed-powodziowe firmy Tampax, w pięknym metalowym pudełeczku, żeby jak wszystko się rozsypie nie było wstydu na chodniku. Mam zestaw do szycia: igły, nitki, nożyczki. Mega przydatne!

Skręcona z papierków. Upatrzona w Amsterdamie

Nie może u mnie zabraknąć zestawu małego fotografa. Składa się na niego patyk do zdjęć, oczywiście składany, nie wychodzę z domu bez banku energii do telefonu. Mój jest wielkości szminki. Królowa selfie nie może wyjść z domu również bez specjalnej lampy do zdjęć (zauważ że ajfon z przodu nie mam światła! Ha!) Przejdźmy teraz do notesów. Wiem, że żyjemy w elektronicznej erze ale dla mnie słowa na papierze mają inną moc. Mam 3: czerwony o którym już pisałam kilka razy. To ten do zadań specjalnych: lista zakupów, rzeczy do zrobienia, dziecko do odebrania ze szkoły … czerwony bo musi być szybko widoczny. Drugi niebieski, bo kojarzy mi się z marzeniami. Zapisuję tu miejsca, które chciałabym odwiedzić, gdzie chciałabym pójść, gdzie chciałabym zjeść. Ostatni biały, tabula rasa, gdzie robię notatki i spisuje pomysły, na posty albo do mojej książki, którą mam nadzieje kiedyś wydać. Nie ma dnia kiedy ktoś o jedno albo o drugie mnie pyta! Oczywiście nie może tu zabraknąć również dinozaura. Louis zawsze wrzuca ukradkiem jednego, mówi że ma mnie chronić i przypominać mi o nim! KOCHAM! Widzisz, trochę tego jest, a torba ciągle „NIGDY PEŁNA”! WSZYSTKO oczywiście potrzebne! Paradoksalnie, większości tych rzeczy JA osobiście nie używam. One są w razie kataklizmu czy ataku kosmitów. Nikt nie zna dnia ani godziny. Oczywiście że mogłabym wyjść z domu tylko z połową. Jestem jednak pewna, że jak tylko wyjmę to coś … to ktoś na pewno będzie tego właśnie potrzebował najbardziej na świecie. – Kasia, masz śrubokręt? – Czekaj, zaraz, zaraz … o jest!

Partager:

9 Commentaires

  1. Joanna
    19 juillet 2019 / 0 h 35 min

    Świetny felieton! Wspaniale piszesz!
    Mam nadzieję, że ta książka kiedyś wyjdzie.

  2. Ola
    19 juillet 2019 / 7 h 15 min

    Kaśka! I jak Cię nie kochać? No jak?! Czytając przeniosłam się do domu, gdzie mama ma pochowaną setkę torebek… i zrobiło mi się cieplutkp na serduchu… Uwielbiam, kocham, Chełmianko – Paryżankę ❤

  3. Aga
    19 juillet 2019 / 7 h 36 min

    Padłam z zazdrości, ha i nie z powodu ilości posiadanych torebek, ale tego poukładania , marzenie moje, Dobrego dnia . (Wyruszam w ten dzień z ‚workiem na ziemniaki;))

  4. Gabi Orchita
    19 juillet 2019 / 12 h 35 min

    Kasiu podziel się z nami jakie torebki kupił Ci Steff po urodzeniu każdego z dzidzi 🙂 wspominałaś o tym kiedyś na IG.
    Świetnie się Ciebie czyta. Pozdrawiam!

  5. Gabi Orchita
    19 juillet 2019 / 12 h 38 min

    Też mam Neverfull’e, aż 3, dna nie idzie sięgnąć 😂

  6. Marta
    19 juillet 2019 / 14 h 25 min

    🙂 te nasze torebki 🙂 ja tez je uwielbial ale boje sie ich pozniej nosic ze sie zepsuja i juz nie bede mogla je miec. wiem glupawe ale coz 😛 wiec patrze na nie 🙂

  7. adminkp
    Auteur/autrice
    30 juillet 2019 / 21 h 53 min

    dziekuje! tez mam taka nadzieje!!!

  8. KarinaEliza
    8 août 2019 / 18 h 11 min

    swojego pierwszego neverfulla nabyłam oczywiście po urodzeniu pierwszej córy bo oczywiście WSZYSTKO trzeba było mieć pod ręką na każdą zachciankę dzidzi … i ojca … i moją ,a torba w zestawie z wózkiem była zdecydowanie za mała by udźwignąć wszystkie nasze „niezbędne” do życia gadżety 😂😂😂 zakochałam się w niej po same uszy 😍 i od pierwszego dnia było wiadomym, że kolejne do kolekcji były tylko kwestią czasu 🤣🤣🤣 … i nadal nie powiedziałam pass 😈 … ahhh kobietą być 🤷🏼‍♀️😉❤️

  9. Magda
    9 août 2019 / 10 h 33 min

    Jaka matka moze zyc bez worka na kartofle…moj musi miec wszystko tez 🙂 no bo jak zyc?

Laisser un commentaire

Votre adresse e-mail ne sera pas publiée. Les champs obligatoires sont indiqués avec *