Na potęgę Posępnego Czerepu … mam moc???

Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, ale każda sekunda twojego życia jest swojego rodzaju wyzwaniem. Od samego początku, kiedy ten niezmordowany plemnik przebijał się przez czeluści nieznane, na wariata dążąc do celu … żeby zrobić z ciebie człowieka … i żebyś w przyszłości była gotowa na wszelkie próby i zadania jakie postawi przed tobą życie. Nikt cię jednak nie ostrzegł, że wyzwania będą twoją codziennością. Myć zęby, czy pozwolić żeby wypadły, ugotować sobie pyszną, zdrową kolację czy najeść się makaronu z keczupem, wykapać dziecko, ojtam będzie mu cieplej z dodatkową warstwą, ćwiczyć nie ćwiczyć oto jest pytanie?! Nie myślisz o tym w kategorii wyzwania, bo to jest twój chelb powszedni. Kiedy jednak ktoś otwarcie postawi jedno przed tobą albo zakładasz pancerz i do boju albo chowasz się pod kocem i udajesz że cię nie ma!

Metamorfoza po pierwszej ciąży

Ja osobiście wyzwania wręcz KOCHAM! Bardzo motywują mnie do działania. Do sprawdzenia się sama z sobą. Staram się przekraczać granice własnej wytrzymałości, bo ciekawi mnie jak daleko mogę zajść albo sprawdzić jak wielki jest mój leń. To dla mnie też świetne ćwiczenie na silną wolę! Lenistwo to taki ciekawy wynalazek, który gdzieś tam zawsze brzęczy nam w uszach ale dzięki odpowiedniej motywacji znika w 3 sekundy. Jestem wojownikiem. Dziecko na mnie patrzy a chce żeby miało najlepszy jaki tylko mu mogę ofiarować wzór do naśladowania a i ja sama czuje się silniejsza. Kiedy byłam w podstawówce zrobiłam sobie wyzwanie przed Wielkanocą. 40 dni bez słodyczy! W międzyczasie były moje imieniny, urodziny babci, mamy. Na półkach w sklepach nie było nic ale czekolada, ciastka, delicje, napoleonka babci zawsze były w domu. Dodatkowo mogłam „liczyć” na sąsiadów! Mój najlepszy przyjaciel Krzysiek, miał wujka w Australii i ten właśnie wujek przyjechał WŁAŚNIE WTEDY do Chełma, z workiem zagranicznych cudów! Rany! Guma kulka z Pewexu to było moje zagraniczne MAX! Ale to co moje oczy ujrzały tego dnia … pozostanie w sercu do dziś. Krzysiek podczas mojego „postu” przynosił mi codziennie cukierki o jakich nawet nie śniłam, nie wąchałam i nie lizałam. To wtedy też dostałam mojego pierwszego w życiu batona: TWIXa! Rany tam w środku było ich nawet dwa!!! I co? Wytrwałam dzielnie. Jak sobie postanowiłam, tak też zrobiłam. Patrzyłam jak wszyscy się zajadają, bardzo mnie podpuszczając ale byłam nieugięta! Mówię wam, czekoladowy wojownik! W Wielkanoc pochłonęłam cały barek słodyczy i rozchorowałam się jak kot. Zielona na twarzy byłam z siebie bardzo dumna że wytrwałam w swoim wyzwaniu. Smak twixa pamiętam do dziś i jeżeli dzisiaj się czasami na niego skuszę, jem go z prawdziwym namaszczeniem! Ha! Przypomniało mi się jedno, jedyne wyzwanie któremu nie podołałam, NIGDY. W rodzinie PŁACILI mi żebym się zamknęła na 10 minut i nie gadała! Jako 5 latka, miałam wielkie potrzeby finansowe ale nie dałam rady. To było ponad moje siły!

… 5 lat i kilka miesięcy

Wbrew moim naturalnym instynktom! Nie będzie tutaj też żadnym zaskoczeniem, jeżeli ci powiem, że moja przygoda z Ewą zaczęła się właśnie od wyzwania. Miałam wrażenie że dopiero co urodziłam (Louis), chociaż minęło już 7 miesięcy. Moim codziennym wyzwaniem było przetrwanie do następnego rana w całości i bez „maślanki” we włosach. Louis źle sypiał więc ja nie sypiałam wcale. Nie wychodziłam na miasto więc wyglądałam jak obraz nędzy i rozpaczy. Oj dobra, mąż mnie brał na dobre i na złe  … a to były moje średnie dni … hmm, miesiące. Nigdy, przenigdy nie usłyszałam od niego słów typu: „weź się ogarnij dziewczyno”, wręcz przeciwnie. Codziennie powtarzał jak bardzo mnie kocha, jaką jestem dzielną i piękną mamą, że damy radę. W głębi serca wcale się tak nie czułam a to bolało moją duszę. Przychodził z pracy, robił kolację, brał juniora żebym ja mogła odrobić sen w pozycji poziomej. Tak, przez 3 pierwsze miesiące, spałam na siedząco z Lulkiem na piersiach. To był mój pierwszy raz, uczyłam się codziennie. Starałam się być najlepszą mamą jaką tylko potrafię ale zapomniał gdzieś po drodze, czy też nie miałam czasu i siły żeby być też kobieta. Te wszystkie mamy i życzliwe koleżanki, które zamiast usiąść z tobą i popłakać mówiły jak jest cudownie karmić piersią, że tak szybko zrzuciły wagę i po 3 miesiącach nie było śladu, że ich dzieci cudownie śpią całą bożą noc a one chodzą z mężami na randki do kina, do restauracji, do krainy czarów mać! Mi wagi przybywało każdego dnia bo jak mi siadało na humor to ratowałam się coissantem. W cyckach miałam takie zatory że myślałam, że już nikt w życiu się do nich nie dotknie. A sport, aktywność fizyczna??? Raju! Ja nawet o tym nie myślałam! Przyszedł jednak taki dzień kiedy powiedziałam sobie że dłużej tak być nie może. To nie jestem ja. Nie chce już tak dłużej się czuć i wyglądać. Chce żeby Louis miał piękną mamę, z pięknym szczęśliwym sercem! Chce żeby moje chłopaki były ze mnie dumne! Ja sama chciałam się odzyskać.

Moje ramię … prawie jak Louis!

Nadszedł czas na zmiany! Potrzebowałam jednak jakiegoś bodźca! Anioła który by czuwał nade mną. No i … stworzył Ewę! Nie wiedziałam kto to i z czym to się je. Bardzo mnie drażniła, bo ciągle się uśmiechała i miała fantastyczne ciało a ja nie … JESZCZE nie! „Polubiłam” jej stronę na Facebooku i zaczęłam czytać. Akurat tego dnia, kiedy postanowiłam wrócić do żywych i nieugiętych, Ewa wrzuciła miesięczne wyzwanie! Nie bałam się, bo to przecież tylko 30 dni. Nawet nie 30 treningów tylko jakieś 15. Ja, były sportowiec nie dałabym rady?! Oczywiście że dam! Postanowiłam że zrobię wszystko ale to wszystko, co ona tam każe na tym Facebooku, żebym potem za porażkę mogła winić tylko samą siebie. Ha! Ciekawe, od razu spisałam się na straty, znasz to? Ćwiczyłam już kiedyś (nieregularnie ale ćwiczyłam) z rożnymi fitnesskami i nigdy nie miałam spektakularnych ale przede wszystkim trwałych rezultatów. Próbowałam z innymi, dlaczego nie miałabym spróbować z Ewą. Jak każdy na początku, robiłam Skalpel z YouTuba. Płakałam po każdych 10 minutach ale zawzięłam się i trwałam do końca! Przecież to wszystko było dla mojego dobra, dla mojego zdrowia, dobra mojego i mojej rodziny! Bo tak jak smutkiem, szczęściem bardzo zarażasz! A smutek nie był w mojej naturze. Nie ważyłam się codziennie tylko trwałam w swoim postanowieniu. Odstawiłam cukier, chleb i biały makaron. Zastąpiłam to produktami razowymi. Nie miałam jakieś super diety, i nie żałowałam sobie porcji ale uważałam co jem i zamiast croissanta brałam pink lady. Oczywiście tak jak Ewa kazała, z uśmiechem na twarzy zrobiłam sobie zdjęcie „przed” i z niecierpliwością i wielką nadzieją czekałam na zdjęcie „po”. Po miesiącu nie mogłam uwierzyć zmianom jakie zaszły w moim ciele, o głowie już nie wspomnę! To była dla mnie niesamowita metamorfoza. Nie spodziewałam się tego. Płakałam ze szczęścia że dałam rade, że byłam dzielna, że przełamałam tą barierę marazmu w który sama się wpędziłam. NIC i NIKT nie mógł mnie już teraz powstrzymać!

po pierwszej i po drugiej ciąży

A ty? Możesz nie lubić wyzwań, zawodów, wyścigów. Nie mierz się wiec z nikim innym jak sama z sobą. Przecież tu chodzi o tylko o ciebie, TWOJE zdrowie i TWOJE szczęście. Nikt za ciebie tego nie zrobi, dobrze o tym wiesz. Przełam własną barierę strachu że nie dasz rady, że polegniesz i podejmij wyzwanie sama ze sobą! Jak nie spróbujesz, nigdy się nie dowiesz. Nie katuj się postanowieniami: „Schudnę 10 kilogramów”! Zniechęcisz się szybciej niż zaczniesz wyzwanie! Ciało reaguje rożnie. Jednemu kilogramy poleca w mgnieniu oka a inny będzie się musiał trochę więcej napracować. Podczas metamorfozy możesz nawet przybrać na wadze bo przecież mięsnie ważą. O tak, będziesz miała ich więcej! W ogóle wagę wywal! To diabelskie ustrojstwo! Zmierz się i koniecznie zrób zdjęcie „przed”. Nie musisz go nikomu pokazywać, ono może być tylko dla twoich oczu. Zobaczysz za jakiś czas stanie się ono dla ciebie największą motywacją i dumą! Jeżeli dopiero zaczynasz przygodę z fitnessem mówię ci BRAWO, bo chęci to już bardzo wiele! Teraz podejmij wyzwanie! Na początek proponuję ci takie jak moje: 30 dni. Nie bój się, to nie będzie 30 treningów, woda i sałata! Jeżeli nie ćwiczyłaś wcześniej, zacznij pomału, żeby nie zszokować ciała, bo się podda. Ćwicz co 2 dzień albo nawet 1 trening, 2 dni odpoczynku i znowu 1 trening. Po 2 tygodniach jednak zwiększ częstotliwość, to przecież wyzwanie tak czy nie! W kolejnym tygodniu ćwicz co drugi dzień. Z czasem zobaczysz będzie ci mało. Jeśli  nie masz płyt, skorzystaj z programu skalpel który jest dostępny na YouTube. Jest rewelacyjny na początek. Każdy od niego zaczynał i tylu zawdzięcza mu nowe życie! Pomału w swoim rytmie. Nie spiesz się. Jak głos Ewy cię denerwuje, tak jak mnie na początku, wyłącz dźwięk. Mądrze wybieraj też to co jesz. Ćwicząc codziennie ale zajadając się ciastkami, pizzą czy nutellą, nie zobaczysz żadnych rezultatów!

Jesteś WOJOWNIKIEM! Tak ty!

Kiedy zwątpisz po drodze mów sobie na głos: „to TYLKO 15 treningów”! Przeżyjesz! Dasz rade! To twój czas! To twoje wyzwanie! To twoje życie i szczęście! Walcz o marzenia! Po miesiącu rzetelnej pracy zrób upragnione zdjęcie „po” i krzycz pod niebiosa! Jak najdzielniejszy wojownik! Dam sobie głowę uciąć albo oddam Szanela, że będzie warto i że zobaczysz efekt na jaki czekałaś! Nie ma innej opcji! Nie chowaj się pod kocem, zanim nie spróbujesz! Daj sobie szanse, przecież możesz i zasługujesz na to! Pamiętaj że możesz być kim chcesz! Jesteś przecież wojownikiem! Możesz spełnić każde swoje marzenie jeżeli tylko o nie zawalczysz! Tak bardzo warto, bo przecież szczęście jest bezcenne! Uśmiech jest lekarstwem na każde zło. Czytaj, inspiruj się i ćwicz! Na potęgę posępnego czerepu! MAM MOC!!!

Partager:

13 Commentaires

  1. Agnieszka
    1 août 2019 / 13 h 59 min

    Kocham!!!!!!!

  2. Joanna
    1 août 2019 / 21 h 54 min

    Boski wpis Kasiula

  3. Psycholożka
    4 août 2019 / 13 h 14 min

    Wzruszający i motywujacy, dla mnie na czasie merci ❤️

  4. Anik
    4 août 2019 / 16 h 03 min

    Lepiej tego nie da się ująć. Jak zawsze idealnie opisane. Kasia Ty to masz moc! ❤️

  5. Danka
    4 août 2019 / 19 h 36 min

    Masz tę Moc Kasia, oj masz💪😘 Ja zaczynam po trzech latach przyglądania się Ewie i Tobie….. Mam nadzieję, że wytrwam🤔🙏🙏🙏

  6. Magda
    5 août 2019 / 8 h 08 min

    Dobry motywujacy tekst 🙂 w sam raz na poniedzialek do rannej kawy, dziekuje, ale sprobuje i dam znac. 🙂

  7. renata
    5 août 2019 / 9 h 48 min

    Jak Ty to robisz? W jednej chwili smieje se w glos – w drugie placze ze wzruszenia:*
    Pisz jak najwiecej!
    Poza emocjami jakich dostarczaja mi Twoje teksty – motywujesz mnie kazdego dnia, dziekuje:)

  8. Wyziel
    13 août 2019 / 19 h 10 min

    Ja nie umiem wytrwać w wyzwaniach Ewy, szybko odpuszczam, bo cieżko mi zrobić 6 treningów w tygodniu, kiedy większość czasu spędzam poza domem. Jak próbowałam sobie ustawić treningi ZAWSZE w poniedziałek, środę i piątek, to też zawsze coś wyskakiwało i ten sposób też nie wypalił. Ale « wojowniczką » też jestem, a ciągle wiedziałam, że to dla mojej lepszej formy i mojego zdrowia, dlatego więc wymyśliłam sobie inny sposób: w kalendarzu na każdy tydzień rysowałam kółeczko podzielone na 3 części. Wykonany trening (nawet 15 min SUKCES) oznaczał zamalowanie jednej części. Celem było w zamalowanie całego kółka w ciągu tygodnia 😀 Jak wiedziałam, że przede mną ciężki tydzień, to kółko było podzielone tylko na dwie części. Wiem, że brzmi jak zabawa dla dzieci, ale jednak ta ludzka psychika śmiesznie działa i bardzo chciałam mieć zamalowane całe kółeczka. (Kurcze naprawdę jak dziecko). A jaka byłam dumna, gdy okazało się, że przez cały miesiąc mam wszystkie kółeczka zamalowane. Ot, chciałam się podzielić swoim sposobem 😀

    Kasiu, a Tobie chcę napisać, że uwielbiam Twoje posty! <3 Jesteś też dla mnie ogromną motywacją! Cieszę się, że Cię kiedyś odnalazłam w czeluściach Instagrama 😀

  9. adminkp
    Auteur/autrice
    21 août 2019 / 23 h 38 min

    Bardzo ci dziękuje Agata 🙂 Przytulam 🙂

  10. Monika
    22 août 2019 / 12 h 00 min

    Sama prawda, sama prawda, ja ciagle upadam i sie podnosze, upadam i sie podnosze. Wczoraj po 2 tyg przerwie od treningow zauwazylam ze lepiej mi bylo jak jednak trenowalam 4x w tyg. Lepsze samopoczucie, humor i w ogole dzień inaczej wygladal. A przez te 2 tyg bez cwiczen chodzilam jak bomba zegarowa. 😥 a czemu zrobilam sobie przerwe 🤔 czulam sie zmeczona naprawde, tylko teraz tak po tym wszystkim co przeczytalam mysle sobie, czy ja sobie wmawiam ze az tak jestem zmeczona czy naprawde brak mi sił, a przeciez jak pocwicze mniej plecy mnie bola i sie czuje bardziej zywa niz jak nie zrobie tego treningu. Mysli w glowie sa rozne az głowa paruje.
    Dziękuję za tego bloga 🙏😘😘😘

  11. Edyta
    2 septembre 2019 / 17 h 11 min

    Witaj Kasiu
    Moze zorganizować jakieś treningi , bardzo chętnie bym trenowała z tobą bo sama nie mam motywacji ?

  12. Ania D
    3 septembre 2019 / 0 h 08 min

    Kasiu, wyglądam podobnie jak Ty na zdjęciu ze swoim synkiem podpisanym « metamorfoza po pierwszej ciąży ». Twój wygląd na zdjęciu obok (w sexy shortach ;)) jest nieprawdopodobny! Bardzo chciałabym pozbyć się mojej « opony » i choć nawet czasem udaje mi się ja zmniejszyć, problemem zostaje zwiotczała już trochę skóra, której objętości jakoś nie mogę zmniejszyć. Czy ćwiczenie z Ewą pomogło Ci ujędrnić skórę?

  13. adminkp
    Auteur/autrice
    31 octobre 2019 / 10 h 22 min

    dziekuje z calego serca i przytulam Agatko:)

Laisser un commentaire

Votre adresse e-mail ne sera pas publiée. Les champs obligatoires sont indiqués avec *