Jestem kobietą…

„… słodkie żywioły we mnie śpią. Mogę lawiną runąć złą …” oj mogę! szczególnie jak zabraknie papieru dupnego i oczywiście nikt nie pomyślał żeby sprawdzić rezerwy. Ile to razy lecisz z pracy z językiem na brodzie, żeby odebrać dziecko i zdążyć jeszcze przed zachodem słońca kupić mleko i chleb na śniadanie. Szczęśliwa, że się udało, marzysz tylko żeby usiąść na chwilkę i odsapnąć, zanim zacznie się twoja „druga zmiana”. Wtedy następuje TEN moment, gdzie dziecko informuje cię, że na jutro rano potrzebny jest mu zeszyt w pięcio-kratkę koloru mysiego, ze złotymi narożnikami, szyty jedwabną nicią. Grrrrr! Ręce od siatek wyciągnięte jak u gibona, wracasz do kiosku z nadzieją ściętej głowy, że znajdziesz Gutenberga za złotówkę. Wiadomo, podczas rewolucji francuskiej wielu taką nadzieje miało … Trudno, możesz zwalić winę na mamę. Zeszytu nie będzie.

Ok kolacja. Z poczucia winy, nie chcesz odgrzewać dla dziecka zupy z wczoraj, więc szykujesz mu zdrowe jedzonko po czym słyszysz, że on chce tylko i wyłącznie makaron z masłem. No ale co z moją „cielęcinką a la maman” i duszone fasolki kapane w porannej rosie? Dłuższe negocjacje powodują, że dziecko chce teraz tylko suchy makaron i już! Mogłabym dalej walczyć ale chce już być w łóżku i chce już spać, chce przestać odpowiadać na pytania. W głowie szybka analiza najprawdopodobniejszego scenariusza: dziecko głodne budzi się w nocy a wczoraj była moja kolej „udawania że nic nie słyszę”, więc dzisiejszej nocy, to ja będę musiała się huśtać i nikt nie wie ile to potrwa! Czasami jest szybkie buzi a czasami inwentaryzacja dinozaurów i druga kolacja o 3 nad ranem, plus dopatrywanie się gwiazd poprzez chmurę zanieczyszczeń w mieście. To naprawdę może dłuuuuugo potrwać. Dobra, jedz ten makaron, ojciec zje cielęcinkę. 

Ach ten świat. Nie dość, że to MY mamy okres, to MY rodzimy dzieci, tylko MY mamy tę magiczną moc żeby otworzyć lodówkę i zobaczyć, co brakuje i to jeszcze NASZE włosy pod pachami szokują społeczeństwo? Ja nic nie podpisywałam! Czy tylko TO wszechświat dla nas przewidział! MY chcemy więcej! Chcemy zdobywać szczyty, chcemy być zdobywane, chcemy mieć wolne od pytań, chcemy się wysikać w spokoju, chcemy wstać z łóżka i mieć fale jak modelki Victoria Secret! Często zamykasz własne marzenia w czterech ścianach, pozwalając im się obijać po katach i zbierać kurz… mówisz tak już jest, że taka kolej rzeczy. Przyzwyczaiłaś się do swojej roli pani domu, „roli” kobiety, no bo przecież to do NAS, kobiet to należy?! W luźnym związku jakoś bardziej o siebie zabiegamy, staramy się NAWZAJEM żeby spełnić oczekiwania i zachcianki drugiej osoby. Często jednak czytam i wnioskuje, że małżeństwo to jak podpisanie drugiej umowy o pracę! To ta twoja „druga zmiana”. Pan przychodzi zmęczony z pracy i czeka na kolacje? Przecież jakby żył sam, to ani brudem by nie zarósł, ani z głodu by nie umarł. Tak czy nie?! Czy to było w kontrakcie oznaczone drobnym druczkiem, to czego nikt nie czyta? Czy ty nie jesteś zmęczona po całym dniu? Czy facet nie może się nauczyć gotować, sprzątać, myć dziecku zęby, pójść na zakupy? Pewnie że może i to TY go tego nauczysz i do pewnych rzeczy przyzwyczaisz. Uwaga: oswajamy liska. Instynkt przetrwania ma każdy…niektórym jednak zanika i trzeba go obudzić. STOP! To teraz twoja nowa misja! Zaczynamy żyć NAŁ! 

Po pierwsze, kluczowa sprawa: trzeba ustalić statusy i role w domu. Żyjemy w cywilizowanym świecie. Średniowiecze nie wszystkim na zdrowie wyszło. Ścinanie żon po kolei, bo nie podpasiły i nie wpisały się w kanon pór roku. I co? I sam na koniec zgnił … dosłownie. Dzisiaj mamy demokracje (w miarę), kobiety mogą głosować (prawie wszędzie), kobiety mogą chodzić do pracy, być pilotami, dyrektorami, głowami państwa, mieć własne biznesy, wizje i MARZENIA! Kobiety są silne i nie „służą” tylko do rodzenia, pieczenia, prania i sprzątania. Mieszkacie razem wiec RAZEM obowiązkami trzeba się dzielić! Nie wstydź się tego! Nie słuchaj: „Co inni powiedzą”! NIE BÓJ SIĘ TEGO! TO NORMALNE! Walcz z kanonami a rewolucje zacznij u siebie w domu. Dzisiaj ty gotujesz a on zmywa albo wkłada wszystko do zmywarki. Ty robisz zakupy, on niech wyciąga YouTuba (z filmu łatwiej się uczyć) i niech coś ugotuje, chociażby wodę na makaron. Ty zaprowadzasz dziecko do szkoły niech on wyniesie śmieci. Na początku będzie bunt ale nie daj się! Masz takie same prawa. Z tej samej gliny jesteś zrobiona! Meczące będzie też przypominanie o obowiązkach, bo przez jakiś czas będziesz czuła na plecach te: „ pfffff … „ zaciśnij zęby! Dzisiaj twoja kolej „że nie widzisz i nie słyszysz” a śmieci już i tak śmierdzą, że je w koncu wyrzuci! Poradzili sobie z Szarikiem, partnera też da się wychować. Może to zająć trochę więcej czasu, możesz napotkać opór ale z czasem wszystko wchodzi w krew. Bądź odważna i nie dawaj za wygraną. Nie mieszkasz w tym domu sama! Bądź gotowa na tysiące wymówek, jedną z nich będzie: „ Nie wiem gdzie jest zieleniak?”. Mieszkacie 15 lat w tym samym budynku, zieleniak na parterze chyba od końca 2 wojny światowej ale on przecież nie wie, nie widzi, nie pamięta. Pomoc potrzebna TERAZ! Bez paniki … Nic straconego. Na naukę nigdy nie jest za późno.

Druga rzecz bardzo przydatna, która polecam: Tydzień Orientacyjny. Pamiętam jak miałam coś takiego na uniwerku w Paryżu. Pierwszego dnia dostawaliśmy instrukcje obsługi, przewodnik, mapę i notes na notatki. Rok szkolny zaczynał się bowiem nie od zajęć, nie od poznania nauczycieli czy kolegów ale właśnie od tygodnia orientacyjnego. Całe 5 dni trzeba było się ORIENTOWAĆ, bo w poniedziałek, sama musiałaś znaleźć kibel i aule. Na zajęcia nie można było się spóźniać bo drzwi były zamykane. Jak w wojsku, wszystko na sekundy i nie można było sobie pozwolić na pomylenie drogi! Śmiejesz się teraz ale ile czasu to wszystkim zaoszczędziło. Dzisiaj już to wiem i doceniam! Thank you AUP! Wracając do naszej organizacji życia. Przygotuj taki tydzień orientacyjny swojemu partnerowi. Bardzo mało istotne jest dzisiaj to, że kiedy wybieraliście mieszkanie byliście obecni obydwoje. Od podpisu umowy, jego pamięć, gdzie jest schowek na odkurzacz, czy gdzie jest kuchnia po prostu ZANIKA! Bądź cierpliwa (ZNOWU! Wiem! Wiele cię to będzie kosztowało cierpliwości, ale WARTO, uwierz mi!) i przygotuj mapę. Bądź w swoim opisie prosta, bez wielu określeń, żeby nie stracił wątku. Będzie dobrze, nie zgubi się to nie Narnia! W razie co, podpowiedz mu żeby otworzył okno i krzyczał. Teraz, wyższa szkoła jazdy: daj mu przepis na proste danie np. na kolacje. Najlepiej w sobotę, żeby miał wystarczająco dużo czasu … przede wszystkim na przyswojenie myśli o gotowaniu, że ma MISJE pierwszego kalibru. Ma się poczuć jak Gessler i nie odczuć zmęczenia, bo się zniechęci. To jest TEN moment, kiedy na pewno usłyszysz: „A co to jest trzepaczka?”  Ale przecież ty jesteś gotowa na każdą ewentualność. Nic prostszego, bądź zawsze krok do przodu. Do swojej „legendy” dodaj zdjęcia oraz, bardzo istotne!, opis, w której szufladzie znajduje się dane narzędzie. Tak właśnie powstał przepis na moją ulubioną tartę z kurczaka. Teściowa miała być na kolacji punkt 19:01. Ja wiedziałam, że przez późne spotkanie w pracy nie zdążę nic zrobić, ewentualnie kanapki … ale to przecież smok … hmmm tzn. teściowa. Przygotowałam Stefowi instrukcje obsługi kuchni ze zdjęciami, strzałkami i opisami gdzie co znaleźć. Na samym końcu produkty. TEŻ ze zdjęciami … nie chciałam ryzykować że czegoś nie znajdzie bądź nie rozpozna. Przyjechałam do domu a na stole nawet świeczki stały! Miałam łzy w oczach! Duma szła mi z uszu z piskiem! A Stef to już w ogóle lewitował! KOCHAM! Można?! Można!!! To nie jednak koniec. Bądź teraz przygotowana, że przez najbliższe miesiące trzeba będzie wspominać o tym wyczynie wszystkim napotkanym no i oczywiście baaaaardzo dziękować mężowi za heroizm! CODZIENNIE! … w ten sposób on będzie chciał to powtarzać! Faceci tak mają! Hmmm, jak ja myje podłogę to nikt mi nie dziękuje codziennie?! 

W ten prosty sposób wygospodarowałaś sobie wolność, bo wiesz, że nie jesteś sama z obowiązkami. My kobiety i tak mamy wystarczająco dużo na głowie! Wykorzystaj teraz każdą sekundę tylko dla siebie. Nie czuj się winna. To twój czas i twoje marzenia. Otwórz okno i je uwolnij! Możesz wszystko! Twoje miejsce jest tam gdzie TY chcesz być! Nie rezygnuj z siebie. Musisz po prostu czasami się zatrzymać i spojrzeć w lustro, prosto w dusze. W każdej z nas drzemie potencjał, talent, o którym nie mamy pojęcia. Często zdarza się, że nigdy nie ujrzy on światła dziennego. A wielka szkoda. Nie możesz na to pozwolić! Bądź piękna codziennie! Schowaj szare dresy „koło domu” i włóż kolorowe seksy getry. Też wygodne, prawda! To przecież tak mało a dzień od razu inny. Zadbaj o siebie, ja nauczyłam się włosy układać z YouTuba! Prawie też opanowałam malowanie paznokci lewą ręką. Może moje słowa zapalą iskierkę w twoim sercu a może doszłaś już do tego sama ćwicząc z Ewą. Tak ćwicząc! Bo wiesz, co? Zdradzę ci sekret. To taki „Drugi Stopień Wtajemniczenia” ten cały fitness, a w nim jest cały plan i moc. Ćwiczysz i stajesz się silniejsza, życzliwiej na siebie patrzysz, jesteś bardziej pewna siebie i odkrywasz, że chcesz od życia więcej niż praca na „drugą zmianę”. Jeżeli sama już odkryłaś tę moc, to nigdy o tym nie zapominaj. Nigdy nie zapominaj O SOBIE! Jesteś ważna! Szczęśliwa i spełniona dasz radość wszystkim wokoło. Zasługujesz na to!

„…Jesteś kobietą, wodą, ogniem, burzą, PERŁĄ na dnie … nigdy, nigdy nie poddawaj się”.

Partager:

7 Commentaires

  1. Edyta
    8 août 2019 / 14 h 36 min

    ❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️

  2. Agnieszka
    9 août 2019 / 11 h 33 min

    Jak łopatologicznie, klarownie wyjaśnione. Nie dziwię się, że i Stefan dał radę z kurczakiem 😍 Kocham Cię czytać!!!

  3. Anessa
    11 août 2019 / 15 h 57 min

    W końcu Cię znalazłam! Kasiu super piszesz i czekam na każdy Twój post!

  4. renata
    12 août 2019 / 8 h 55 min

    ♥♥♥

  5. Wyziel
    13 août 2019 / 19 h 19 min

    Mnie to dopiero czeka za miesiąc… Dzięki za rady « będę CIERPLIWA » 😂

    Uwielbiam Kasiu ❤❤❤

  6. Żaklina
    15 août 2019 / 0 h 55 min

    Rewelacyjnie piszesz, dobry temat i rewelacyjne argumenty! Mi sie naprawdę udało bo mam męża bardzo zaradnego pierze, sprząta, wszystko koło dzieci zrobi nawet gotuje, choć nigdy nie dosmakuje. Jedyne co mu brakuje to tej super power zaglądania do lodówki żeby zobaczyc co brakuje – to naprawde jest chyba taka babska moc 😉 Ale naprawde my musimy częściej byc zmęczone, nie widzieć bałaganu, pogodzić sie z niedosolonym kalafiorem, trzykrotnie zakupionym ketchupem (bo sie komuś do lodówki nie chciało zajżec). Mieć olew na niektóre sprawy, niech nie bedzie na 100% idealnie – czy ktos to sprawdzi? da nam za to medal? NIE – wiec nie warto sie przejmować detalami i dac sobie na luz, wszyscy na tym skorzystają dzieci, mąż a najbardziej Ty! Tak wiem teściowa lub własna matka mogą przecież niespodziewanie odwiedzić, ale ich i tak nic nie zadowoli nawet jak bedzie na 100% to znajda dziurę w całym wiec nimi to juz wogóle nie należy sie przejmować!

  7. Elżbieta Perek
    20 août 2019 / 21 h 14 min

    Ależ Ty fajnie piszesz Kasiu. Mój Małż ogarnięty na szczęscie, ale niestety często poza domem, Treningi z Ewą dają mi megamoce, zatem dokładnie Cię rozumiem. Ściskam ciepło.

Laisser un commentaire

Votre adresse e-mail ne sera pas publiée. Les champs obligatoires sont indiqués avec *