Najgorsza z matek

Zajęłabyś się dzieckiem! Tylko tracisz czas!? Po co tyle ćwiczysz? Jesteś chuda jak szkapa! Tylko ta Chodakowska i Chodakowska a kolacje mężowi zrobiłaś? Po co ty się w ogóle MĘCZYSZ, daje ci to coś? I jeszcze ta dieta! Upiekłabyś mężowi dzika! Tylko kurczak, sałata i woda! Kto to wodę pije?! Teraz moje ulubione: Zadbałabyś o zdrowie! No tak, ćwicząc stopniowo doprowadzam się do samodestrukcji, jestem na granicy rozwodu i tylko patrzeć służb społecznych, odbierających mi prawa do opieki nad dziećmi! Wdech, wydech … Zennnnnn!

Nie będzie przesadą, jeżeli powiem, że czytam te frazesy co drugi dzień. Często zastanawiam się skąd bierze się ta gorycz i negatywna energia. Bo to właśnie czuję słysząc te pytania i niedorzeczne zarzuty. Czy wynikają one z własnej niemocy, bezradności, braku wsparcia drugiej osoby czy trochę też z zazdrości, że mi się chce a pytających ogarną właśnie demon lenistwa. Internet i social media są bardzo obecne dzisiaj w naszym życiu. To nasza pop-kultura, nasza encyklopedia wiedzy, nasz konfesjonał. Nie zaprzeczę, czerpię z internetu inspiracje, pomysły, radość ale często też czuję niesmak. Częściej jestem narażona na hejt, bardziej niż w epoce wczesno przed-fejsbookowej. Chyba w „dawnych czasach” nawet takiego słowa nie było? Dzielimy się życiem, chwalimy pociechami i sobą kiedy tylko możemy. Nasze sukcesy dodają nam otuchy. Niestety, poddawane są wnikliwej analizie i automatycznie wystawiane na krytykę. A to zdjęcia są za bardzo przefiltrowane, a to za bardzo się uśmiechamy … albo, tak jak w moim przypadku, na zdjęciach często jestem po ćwiczeniach, w trakcie ćwiczeń lub przed ćwiczeniami. Przecież spędzam CAŁE moje życie na robieniu sobie selfies i treningach. Ewentualnie wpadnie jakaś podróż na łono natury, gdzie biegamy w trawie i głaszczemy białe jak śnieg grzywy koni, a! i jeszcze pleciemy wianki z polnych kwiatów i biegamy boso po rosie … a może to te konie nasikały?! Tylko wypatrywać elfów i Gandalfa! Zamiast się zmobilizować, zasięgnąć inspiracji wytykamy innym nasze własne bolączki i błędy i niespełnione marzenia. Strach przed wzięciem życia we własne ręce i życia tak jak jak chcemy, jest większy niż chęć zmian! Wylewamy więc frustracje na klawiaturę. Ulżyło komuś? Serio? 

W domu się nie marzyło, w domu się pracowało. W szkole trzeba było być alfą i omegą ze wszystkiego. W-F był stratą czasu a zakaz wyjścia na treningi mojej ukochanej koszykówki, najbardziej bolesną karą. Buntowałam się? Oczywiście że tak ale nie za bardzo skutecznie. Nie wiedziałam jak z tym walczyć, a może z góry zakładałam przegraną z wyższą hierarchią. Koncentrowałam więc swoją energię na byciu wszechwiedzącą, lekcjach pianina i nie odbieganiu od kanonów. Kobieta, matka zawsze była w kuchni ogarniając co było do ogarnięcia. Czas. Czas był cenny! Zawsze było go mało. Zabrakło go żeby nauczyć mnie rzeczy innych, niż tych o których pisano w książkach. Pamiętam, że zawsze chciałam wiedzieć jak zrobić bigos ale wciąż komuś między nogami przeszkadzałam. Albo byłam jeszcze za mała albo nie było czasu, albo musiałam się uczyć i ja tego czasu nie miałam … potem przestałam zabiegać. Dzisiaj babci już nie ma, a nikt nie robił takiego bigosu z grzybami jak ona.

Nigdy nie zastanawiałam się jakim chce być rodzicem? Pewnie tak jak większość dziewczyn, chciałam mieć męża i dziecko sztuk dwie. Domek na przedmieściu z ogródkiem, jabłoni i papierówkami na szarlotkę. Gotowałabym obiadki, sprzątała, układała skarpetki w ruloniki, czesała główki z przedziałkiem po środku … i rano od nowa. Jakże inne jest dzisiaj moje życie! Łamie konwenanse, nie pilnuje zegarka, nie kąpie chłopaków codziennie a na kolacje jest czasami makaron z masłem i możliwością dokładki! Mam 41 lat i często robię sobie zdjęcia w bikini i pokazuje je światu! Niektórzy uważają że ku zgorszeniu i że MATCE JUŻ nie wypada! Mam inne zdanie … Staram się być najlepszą matką jaką mogę.

Daleko mi do ideału ale potwierdzeniem, że nie najgorzej wykonuję swoją rolę, jest uśmiech synków i nic więcej mnie nie obchodzi! Żadne: „rany, co ludzie powiedzą!”. Ludzie niech patrzą, wyciągają wnioski i się uczą, albo niech wyłączą komputer! Nie ma podręcznika jak być idealnym rodzicem! … może dlatego że coś takiego nie istnieje! I nawet nie wiem ile byśmy się starali, to zawsze znajdzie się ktoś kto wytknie nam to czy tamto. Mam niewielki staż w byciu mamą bo tylko 6 lat plus jakieś 10 lat bycia nianią. Uczę się każdego dnia. Czytamy z mężem poradniki mamusiek z doświadczeniem, psychologów, lekarzy. Uważamy żeby poprawnie przy dziecku mówić a ono i tak radarem nietoperza wyłapie wszystkie „wyjątki” i „ przecinki”. Najwięcej jednak uczę się od własnych dzieci, i to CODZIENNIE.

W internecie, w wirtualnym świecie widzimy idealnie uczesane mamusie, które bez cienia obawy, biorą do parku najnowszy model torebki Djora i latają z dzieckiem po piachu jak te rusałki niebiańskie, nie dotykając ziemi najnowszymi espadrylami szanel. Dzieci pięknie się bawią, tańcząc za ręce. Wieczorami układają opowiastki edukacyjne dla swoich pociech. Na kolacje jest dzik z jabłkiem w ryju, chlebek bezglutenowy na zakwasie 150 dniowym a na deser, cztero-piętrowe ciasto czekoladowe. Wszyscy jedzą srebrami a w oddali z głośnika leci leniwie Mozart. Nie dajmy się zwariować! Babeczki kochane, pokazywanie własnych słabości i NORMALNOŚCI jest ok! Nikt nas za to nie wsadzi do więzienia a jeżeli posypie się krytyka, zawsze pamiętajcie, że to WASZE ŻYCIE i TY przede wszystkim powinnaś być z niego zadowolona o zachodzie słońca.

oczekiwania vs. rzeczywistość

Nie wstydzę się mówić głośno, że czasami daje mojemu dziecku tableta albo że ogląda telewizje kiedy ja ćwiczę! Często widać zresztą telewizor w tle moich fikołków i póz wojownika. Mam chwilę dla siebie a on dla siebie. 60 minut z dinozaurami jeszcze nikomu nie wypaliło mózgu. Wręcz przeciwnie Louis uczy mnie o epokach i dinozaurach, obecnie o kosmosie, o rzeczach o których serio nie miałam zielonego pojęcia! Serio! Moja wiedza ograniczona była do T-Rexa z Toys Story! Kiedy mówi że na urodziny chciałby Edmontonia z epoki Kredy, oczywiście udaje że wiem doskonale o którego chodzi a drugim okiem już widzę jak Stef sprawdza w internecie jak to coś wygląda. Każdy dzień jest inny. Słucham siebie, własnych potrzeb ale też moich chłopaków. Zawsze znajdziemy kompromis. Czasami Louis mówi: „Mamuniu nie ćwicz dzisiaj. Jak zrobimy walkę na poduszki, to też będziesz sapać jak po Ewie, Idziemy?” No i idziemy. Lejemy się poduchami w nieskończoność, robimy fortece z prześcieradeł i drzemy się w niebogłosy. Ma chłopak racje, po godzinie takiej zabawy mogę spokojnie odhaczyć BIKINI.

W żadnym wypadku NIE CZUJE SIĘ WINNA, kiedy chce usiąść tylko z kubkiem. Matka też człowiek i czasami najzwyklejsze 10 minut, tylko ja i kawa mogą sprawić cuda i naładować mnie energią na cały dzień! Proszę wtedy Lulka żeby coś mi narysował a i on to już rozumie. Daję a on oddaje mi z nawiązką. Jestem aktywna, bardziej niż kiedykolwiek. Ćwiczę często bo to sprawia mi radość, przyjemność i ma cudowny wpływ na moja psychikę. Dbam o swoje zdrowie a dbając o siebie i o moje wewnętrzne szczęście pielęgnuje i troszczę się o moich najbliższych. Dziecko jest jak emocjonalna gąbka. Wyczuwa wszystko i bardzo przeżywa nasze emocje. Chce żeby radość była w ich sercu zawsze i to mogę im dać. Staram się „produkować” szczęście każdego dnia. Szczęście rodzi szczęście … i podaj dalej. Jest jedna rzecz która króluje u nas w domu. Lekcja o której przeczytaliśmy, ucząc się o wychowywaniu dzieci. Dziecko do właściwego rozwoju i szczęścia potrzebuje trzech rzeczy: MIŁOŚCI, MIŁOŚCI i MIŁOŚCI! To Louis i Aleksiu od nas dostają z milionowym bonusem! Kiedy, zanim Louis zamknie oczy przed snem mówi mi: „jesteś najwspanialszą mamą we wszechświecie! (nie na świecie! ale WSZECHŚWIECIE!) … rozpływam się i myślę sobie … nie jest tak źle matka, nie jest źle …

Partager:

8 Commentaires

  1. Agnieszka
    2 novembre 2019 / 9 h 41 min

    Pięknie. Prawie na koniec płakałam.

  2. Kasia
    2 novembre 2019 / 9 h 55 min

    Jesteś NIESAMOWITA i NAJLEPSZY PSYCHOLOG RODZINNY ❤❤❤❤❤😍😍

  3. Aneta
    2 novembre 2019 / 10 h 05 min

    Uwielbiam Cię i cały Twój Świat, a dzięki temu zaczęłam i swój świat lubić, pozdro siostro ❤️

  4. Kasica
    2 novembre 2019 / 10 h 17 min

    Kochana jestes czad kobietka !

  5. Sonia
    2 novembre 2019 / 12 h 01 min

    A ja nie tylko prawie, ale naprawde sie poplakalam… Bardzo byl mi dzisiaj potrzebny taki tekst! Jestem na poczatku mojej macierzynskiej drogi i juz wiem jak ciezko moze byc… Moje prawie trzymiesieczne, ale urodzone o 6 tyg za wczesnie , blizniaki sa wiecej niz marzylam! Ale codziennie pytam siebie czy jestem dobra mama skoro chce je ululac do snu by cos zjesc a moze w zamian powinnam im zafundowac “tommy time”… Ucze sie bo nie wiem! Tak jak napisalas-nie ma podrecznika a kazde dziecko jest inne! A ich malutkie usteczka, ktore sie usmiechaja na nasz widok to najlepsza dla mbie nagroda!!!

    • adminkp
      Auteur
      9 janvier 2020 / 11 h 27 min

      ❤️❤️❤️❤️

  6. Izabela
    2 novembre 2019 / 12 h 05 min

    Hej Kasiul! Fajny i podbudowujący wpis! Dziękuję pięknie! Poproszę woefej!😘❤😍🤗🙃🌞

  7. Wyziel
    2 novembre 2019 / 13 h 14 min

    Man 27 lat i ani męża ani dzieci, a już wiele razy słyszałam « wymyślasz z tymi ćwiczeniami, na co to komu? », « co Ty jesz za dziwne rzeczy, nie możesz jeść jak normalny człowiek? », « jak można nie mieć w domu cukru? Jak przyjadę następnym razem to Ci kupię », « dlaczego nie myjesz raz w miesiącu okien? », aż strach pomyśleć co będzie jak już będę miała dzieci i męża… Po mnie takie gadanie już spływa, ale musiałam się tego nauczyć, bo kiedyś się mocno przejmowałam. Pewnego dnia jednak doszłam do wniosku, że zrobiony trening sprawiaja mi więcej satysfakcji niż umyte okna. Wiele kobiet (ba! wielu ludzi) jednak nadal przejmuje się takim gadaniem i dlatego ważne jest uświadamianie. Mówienie po raz 100, że to jest Twoje życie, aż wejdzie mocno do łba. Kasiu Ty to robisz doskonale! I oby tak dalej 🙂
    I jak zwykle czekam na następny wpis 😀

Laisser un commentaire

Votre adresse de messagerie ne sera pas publiée. Les champs obligatoires sont indiqués avec *