Czego się spodziewać, kiedy się spodziewasz

Poranne mdłości, kiedy nawet woda ma smak słodkiej meduzy, wzrastająca waga, spuchnięte kostki u nóg i ten moment kiedy letnie japonki są jedyną opcją obuwniczą, nawet zimą, o palcach jak serdelki już nawet nie wspomnę. Bieganie do toalety co 5 minut na kropelkę siku, spanie na lewym boku, kiedy ty możesz zasnąć WYŁĄCZNIE na prawym, hemoroidy, hormony i ty zalewająca się łzami na reklamie keczupu, golenie się przed lusterkiem bo już TAM nie sięgasz a brzuch zasłania ci busz amazoński. Sex, opowiedzieć ci o seksie? … czekaj … jakim seksie!? … O tak! Ciąża to magiczny moment dla kobiety! Normalnie niepowtarzalny! 

Kto pyta nie błądzi … ! 

Teraz będzie jak na reklamie lekarstw: „Przed użyciem koniecznie zapoznaj się z ulotką i skonsultuj z lekarzem”. Bardzo ważna uwaga do czytających. Pamiętaj! KAŻDA kobieta jest inna i KAŻDA ciąża jest inna. Niczego nie rób na własną rękę! To nie katar, że możesz się wyleczyć sama czosnkiem i smalcem na płuca. Teraz jesteś odpowiedzialna za dwa życia: swoje i dzidzi. ZAWSZE o WSZYSTKO pytaj lekarza! WY to TWOJA odpowiedzialność! KAŻDY JEST INNY!!!  Nie będziesz mieć później wyrzutów sumienia, że się coś zrobiłaś źle. Chce się podzielić z wami moim doświadczeniem. Zebrane tutaj „mądrości”, są o moim ciele i oparte o moje konsultacje z lekarzem w Paryżu. Korzystałam również z porad mojej kochanej cioci Ani, która od wielu lat jest wspaniałą i doświadczoną położną w chełmskim szpitalu. Do niej mogłam dzwonić w nocy o północy, nawet z bzdetami, takimi jak złocista sraczka Lulka. Ona zawsze będzie mieć dla mnie anielską cierpliwość i mądrą poradę. Często nie jest to, co chcęusłyszeć … ale co ja tam wiem. Ufam! Eksperci plus własny zdrowy rozsadek i wszystko będzie ok. Dacie radęmamuśki! Ale pamiętaj: każdy jest inny!

Instynkt przewijania … tzn. przetrwania!

Jesteś w ciąży? GRATULACJE! Nie bój się. Dasz rade! Jak każda. Byłam nianią przez prawie 10 lat, więc to mi się trochę liczy do CV mamuni. Pamiętam moją rozmowę kwalifikacyjną do pracy przy trójce dzieci. Miałam jakieś 21 lat. W życiu nie zajmowałam się dzieciakami ale oczywiście przedstawiłam się jako super niania, z co najmniej zdolnościami Mary Poppins! Praca wtedy oczywiście była na czarno. Polska nie była nawet w UE a przez papierkową biurokrację, umarłabym z głodu na obczyźnie albo by mnie deportowali, bo wiadomo ze wschodu tylko mafia. Nie potrzebowałam więc żadnych certyfikatów udowadniających, że potrafię fruwać z parasolką. Ta rozmowa kwalifikacyjna decydowała czy będę mogła wyprowadzić się w końcu od sióstr zakonnych u których wtedy mieszkałam. Szczerze miałam dosyć dojazdów do świata przez 3 godziny dziennie! Normalny człowiek o 4 rano jeszcze śpi! Powiedziałam człowiek, nie mama! Mama to nadczłowiek, która NIGDY już nie śpi. Wracając do rozmowy, miałam przewinąć 3 miesięczne dziecko! Pomińmy fakt, że ja w życiu na oczy nie widziałam ani nie trzymałam na rękach takiego stworzonka, ale prawdziwym dramatem był fakt, że ja nigdy nie widziałam pampersa! Dziecko było naładowane „brązem” o czym świadczyły zacieki po bokach! To się nazywa wyczucie czasu mały! Sraka jak tylko pojawi się potencjalny aplikant. Dzięki Bogu na pielusze były obrazki gdzie przód i tył! Matka, moja przyszła szefowa, pilnie przyglądała się każdemu mojemu gestowi i czy odpowiednio się przy tym smrodzie uśmiecham … a po mojej „operacji” piała z zachwytu, że znalazła idealnąkandydatkę! STRES MOJEGO ŻYCIA! Zapach tej kupy będę pamiętała do końca życia. To był zapach mojej wolności! Przeprowadzam się z peryferii do Paryża! Po co wam o tym pisze? Żeby pokazać, że nie trzeba być żadnym specem bo my kobiety mamy TO w sobie. Taki wrodzony instynkt macierzyński i ta miłość, która jest w nas nie wiadomo skąd. Ona nie pozwoli nam skrzywdzić tej małej istotki, chociażbyśmy to robiły po raz pierwszy w życiu. Poród i połóg to już inna historia! Chętnie bym ten cud natury odstąpiła ojcu! Co, tylko koniki morskie poczuwają się do odpowiedzialności?

Nowej encyklopedii nie będzie!

Dzisiaj, w świecie wirtualnym jest mnóstwo stron, blogów ginekologicznych, na YouTube roi się od kanałów rodzicielskich, wiec informacji jest wiele, może za wiele. Nie martw się, nie będę kolejnym ekspertem jak rodzić i przetrwać. To moja ostatnia ciąża. Mam już swoje lata i nie czuję potrzeby jeszcze większego klanu Pontoizeau. Ja królowa i 3 podwładni w zupełności mi wystarczy! Pomyślałam więc, że podzielę się z wami moją przygodą z chłopakami i tą całą MAGIĄ. Obiecuję, nie będzie szczegółów ani zdjęć porodu! Wszystko tutaj jest oparte wyłącznie na moim własnym doświadczeniu. Chcę troszkę napisać o tym wszystkim co wydawało mi się niemożliwe NO BO JESTEM W CIĄŻY, np. o moim bezpodstawnym strachu np. przed aktywnością fizyczną albo piciem kawy. Mam nadzieję cię zainspirować może do pewnych działań, może tylko do przemyśleń i to wystarczy. Chciałabym ci powiedzieć o tym wszystkim o czym moje koleżaneczki „zapomniały” mi powiedzieć podczas pierwszej ciąży, np. że już nigdy nie będę mogła wstać o 13: 00 po południu z palcem w nosie, albo że karmienie piersią jest momentem relaksu. Ha! Karmiłam Lulka 7 miesięcy i to był dla mnie ból nie do opisania! Porodu nie czułam bo miałam epidural ale to karmienie! Istne piekło! Miałam jednak tyle mleka, czułam i chciałam karmić piersią więc trwałam … przez jakiś czas. Potem już je tylko odciągałam i Lulek pił moje mleko z butelki. Wszyscy przeżyli i mają się świetnie. Tak też jest ok drogie mamy. Nie biczujcie się, że czasami coś tam nam nie wychodzi bo natura właśnie tak chciała! Chcę teżwręcz przeciwnie, zaprzeczyć temu co mówiły jedna przez drugą, np. że moje ciało NIGDY nie będzie już tak rewelacyjnie wyglądać jak przed ciążą!Że to już koniec romantycznego życia we dwoje! Że seks już nigdy nie będzie ten sam. O tak, zupełności nie! W szafie jeszcze tego nie robiłam JCholera człowiek nasłucha się takich bzdur i żyje w ignorancji. Życie płynie, a cycki coraz bliżej pępka.

Chipsy, ogórek czy słoik czekolady?

Podczas mojej pierwszej ciąży nie byłam na żadnej diecie. Hmm, słowo „dieta” od razu kojarzy się negatywnie, no bo jak to? kobieta w ciąży NA DIECIE?! Nie używajcie tego słowa publicznie bo spalą was na stosie. Chodzi tu nie o odchudzanie ale sposób właściwego odżywania się. Przed zajściem w pierwszą ciąże byłam RACZEJ aktywna i w miarę uważałam co jem. Kiedy tylko dowiedziałam się że mam fasolkę w brzuchu, pierwsze o czym pomyślałam to pizza i frytki i że TERAZ JUŻ MOGĘ! Oczywiście jadałam warzywa, piłam wodę bo tej potrzeba i mamie i bejbi w dużych ilościach, chude mięsko i żadnej świni. ALE nie żałowałam sobie też słodkości rożnego rodzaju i ilości! Hulaj dusza, hulaj ciało! JESTEM PRZECIEŻ W CIĄŻY! MOGĘ! Jadłam ZA dwoje nie DLA dwojga. I jak to się skończyło? Już wiecie z moich metamorfoz: przytyłam ponad 27 kilo a przy moim wzroście i metabolizmie powinnam tylko 15-17 kilogramów. Nie martwiłam się wagą w ciąży. Tłumaczyłam to zachciankami a lekarz miał na wszystko oko. Mówił, żebym się opamiętała bo PÓZNIEJ będzie mi ciężko. Zagrożenia dla dziecka nie było, więc jakoś się tym specjalnie nie przejęłam. Jadłam wtedy, kiedy poczułam głód … czyli często no i nie zawsze wszystko było zdrowe i przemyślane. Byłam duża ale wysoka. Wszystko się proporcjonalnie rozłożyło w ciele i nie było katastrofy estetycznej! Nosiłam obcisłe sukienki bo byłam dumna z brzuszka! Przecież po porodzie, dziecko wszystko „wyssie” razem z mlekiem i w miesiąc będę jak ta łania na łąkach! Oczywiście było tak jak powiedziały mi moje „koleżanki”… czyli na odwrót! Baby blues, zmęczenie, brak snu, stres … przytyłam jeszcze bardziej. To już była czarna rozpacz! Tym razem jestem mądrzejsza o to właśnie doświadczenie! Teraz już wiem jaka jest różnica pomiędzy tym co nazywamy „zachciankami w ciąży” i tym co moje ciało i dziecko tak na prawdę potrzebuje. Nie będę ukrywać,że lody i croissant się zdarzył ale nie codziennie i nie 6 razy dziennie! Pierwszy trymestr był jednakżywieniowym wyzwaniem! Nie miałam porannych mdłości. One trwały CAŁY BOŻY DZIEŃ!  Zapach owoców doprowadzał mnie do halucynacji! Zamówiłam masę książek kulinarno-fitnessowych, wszystkich możliwych polskich fit-mam, na ratunek i żeby mieć większy wachlarz opcji. Potrzebowałam porady PRAWDZIWEJ AKTYWNEJ mamy! Człowiek otwiera książkę takiej właśnie jednej po pociechę a tam napisane, że „… nie miałam żadnych objawów wymiotnych, żadnych zaparć, żadnych dolegliwości, byłam pełna energii przez całe 9 miesięcy i zjedzenie gruszki załatwiało wszystko”. Oczywiście wszystko opatrzone pięknymi zdjęciami! Witki mi opadały. Wywaliłam książkę z hukiem. Gruszka … pfff ! Mi gruszka podchodziła pod gardło! Be Diet sprawdziła się u mnie na medal!  

Stawiam na sprawdzonego konia!

Jestem bardzo aktywną kobietą. Jestem też na diecie Be Diet bo mi pasuje. Jestem zachwycona a efekty na zewnątrz i wewnątrz są niesamowicie zadowalające. Kiedy zaszłam w ciążę z drugim księciem, bez zastanowienia się wykupiłam pakiet dla kobiet w ciąży. TAK jest taka opcja! Po zmianie kalibru i oczekiwań wagowych, wskoczyło mi od razu na dzień dobry ponad 1000 dodatkowych kalorii! Trochę się przeraziłam. Oczywiście pokazałam wszystko lekarzowi a ten był zachwycony. Wręcz pod wrażeniem, że coś takiego w ogóle istnieje i że jaka to wygoda dla kobiety! Ilość kaloryczna dla ciężarnych według niego się zgadzała, więc przestałam się stresować prawie 3000 kaloriami dziennie. Ale lekarz pamięta! Miał ze mną doświadczenie z poprzedniego razu, więc od razu nakazał mi jeść NIE więcej niż było w programie Szodakowskiej. Żadne zachcianki i podjadanie pomiędzy moimi 5 posiłkami. To nie jest żadna reklama, bo każda ma swój rozum i wolną wolę. Doskonale wiem, że jest masę różnych diet na rynku, wiec RÓBTA CO CHCETA! Ja Be Diet sprawdziłam na sobie i byłam/jestem zachwycona! Od WSZYSTKIEGO mnie mdliło, od WSZYSTKIEGO! Przez pierwsze tygodnie wiele razy używałam opcji „zastąp”! Be Diet i ogórki kiszone CODZIENNIE i w każdej potrawie i formie nie powodowały odruchów wymiotnych. Ciąża = MAGIA! Mówiłam ci! Czas który poświeciłabym na szukanie potraw dla nas, liczenie czy wszystkiego jest wystarczająco dużo, zastanawianie się czy niczego mojemu organizmowi nie brakuje … ufff … wolałam przeznaczyć ten cenny czas na … paznokcie albo golenie, które w zaistniałych okolicznościach, zabiera pół dnia! Rezultat? Przybierałam na wadze tak, jak powinnam, czyli stopniowo i regularnie. Nie miałam aż takich zaparć jak z Lulkiem i nie czułam się jak lokomotywa. Lekarz był zadowolony postępem. Jego komplementy z głową pomiędzy moimi nogami … rozbawiają mnie do łez!

FIT czy nie FIT, oto jest pytanie?

A teraz na sam koniec temat TABU! Zgrozo: kobieta w ciąży trenuje! Kiedy byłam w Polsce, widziałam się z wieloma osobami którym zjeżyłam wręcz włos na głowie! Na każdym kroku, po obwieszczeniu mojego błogosławionego stanu, pierwsze co słyszałam, nawet przed gratulacjami, było: „No! Mam nadzieję że już skończyłaś z ćwiczeniami!” Nawet przed ciążą, wielu zachodziło w głowę po co mi te treningi i po co się męczę! A co mówić teraz!!! Na początku to stwierdzenie bardzo mnie dziwiło, bo wiele razy usłyszałam je od młodych osób. Potem to już chodziłam wkurzona, bo nie mogłam słuchać tych bzdur … a może to hormony? We Francji też tak było. Wniosek jest jeden: ciążą to swojego rodzaju „choroba”, trzeba wziąć zwolnienie lekarskie na 9 miesięcy, położyć się z paczką ciastek i czekać na rozwiązanie! We Francji nie jest to nawet możliwe ze względu na DOBRO MAMY! Z wyjątkiem oczywiście skrajnych przypadków, kiedy faktycznie ciążą, czy mama są zagrożone, wtedy jak trzeba leżeć to trzeba. Aktywność fizyczna w ciąży nie służy na przygotowaniu się do pobicia rekordu świata w lekkiej atletyce, czy prosto ze szpitala wystartowaniu w maratonie. Aktywność fizyczna ciężarnych kobiet ma nas przygotować do porodu, poprawić wydolność tlenową bo zobaczysz, nasapiesz się za całe wojsko. Żadne śliwki nie pomogą w przemianie materii tak, jak trochę ruchu. Endorfiny poprawią ci humor kiedy zaatakują hormony i gniew na wszystko w zasięgu 5 metrów. To co niepotrzebne, spalisz i unikniesz otyłości w ciąży. Zrelaksujesz się, za co podziękuje ci twoje dziecko. Wysiłek fizyczny pomoże ci lepiej spać i poprawi, tak jak mi, krążenie krwi i wzmocni serce. Będziesz potrzebować sił nieziemskich z epiduralem czy bez! Nie bądź jednak bezmyślnym szaleńcem i słuchaj porad, szczególnie LEKARZA. Wiem, że w porównaniu z wieloma kobietami mam ogromne szczęście, że jestem zdrowa i sprawna i mogłam ćwiczyć w ciąży. Chciałam najlepiej jak tylko mogę przygotować nas do porodu. Przed ciążą byłam bardzo aktywna. Sport na wysokich obrotach z Ewą, towarzyszył mi 6 razy w tygodniu. Lekarz pozwolił mi kontynuować ćwiczenia ale oczywiście ze zmniejszoną intensywnością i bez podskoków i bez ciężarów. Jeżeli nie było się bardzo albo w ogóle aktywnym przed ciążą, z ćwiczeniami należy poczekać do drugiego trymestru i tak czy inaczej koniecznie wszystko skonsultować z lekarzem prowadzącym. Aktywność fizyczna w ciąży to chyba jeszcze wrażliwy temat … ale to się zmienia z czego bardzo się cieszę! Próbowałam specjalistycznych programów dla kobiet w ciąży. Ale albo ćwiczenia nie były dla mnie wygodne albo głos instruktorki mnie irytował. Żadnego programu nie zrobiłam do końca, chyba wytrzymałam pierwsze 10 minut. Przejrzałam płyty Ewy i na ratunek przyszedł mi stary, poczciwy SKALPEL. Pierwsze co zrobiłam to oczywiście skonsultowałam wszystko z lekarzem. Będę powtarzać to do znudzenia ale WSZYSTKO KONSULTUJ Z LEKARZEM! Praktycznie zrobiłam mu SKALPEL w gabinecie. On otworzył tylko drzwi, żeby reszta pacjentek widziała mój performance! Ominęłam oczywiście cześć na brzuszki i cześć kiedy leży się na brzuchu. Wychodzi jakieś 30 minut treningu. I to WYSTARCZY!!!

Aktywna mama! O tak!

2 razy w tygodniu chodziłam na jogę, która cudownie „uzdrowiła” moje ścięgna między nogami, rozciągnęła i przede wszystkim zrelaksowała. Resztę dni wypełniam Skalpelem, niektórymi ćwiczeniami z Sekretu czy Model Look dla urozmaicenia. Nie zmuszałam się. Kiedy czułam się nie najlepiej albo byłam zmęczona, nie ćwiczyłam. Słuchałam ciała i o nie dbałam. Chodziłam też do oesteopaty, który nastawia całą resztę żeby mnie odprężyć i przygotowuje miednicę na ostateczne przedstawienie. Ważna sprawa na którą zwrócił uwagę mój lekarz. Podczas ciąży ciało przechodzi przez ogromne zmiany i pomimo tego,że byłam wcześniej bardzo aktywna, zadyszka i brak tchu zdarza mi się często a serce wali jak oszalałe. To normalne. Mamy więcej krwi w organizmie do przepompowania. Należy więc pamiętać, że podczas wysiłku fizycznego, nasze serce nie powinno bić szybciej niż 140 uderzeń na minutę. Dlatego kupiłam sobie zegarek sportowy. KAŻDA okazja na zakupy jest dobra! Jesteś w ciąży, możesz wszystko! Tu przecież chodzi o zdrowie 2 osób! Podczas ćwiczeń sprawdzałam tętno na zegarku i przestawałam ćwiczyć albo zwalniałam. Jedna ciążą i jedno doświadczenie i tyle zmian fizycznych i mentalnych. Dzisiaj znam lepiej moje ciało, moje słabostki i atuty. Jestem przeszczęśliwą i zdrową mamą. Wszystko o czym napisałam, to moje doświadczenie i jak ja to robiłam. Ciąża i później macierzyństwo, to prawdziwa jazda bez trzymanki a ja codziennie robię wszystko żeby kierownica nie wypadła mi z rąk. Jest rożnie, są wzloty i upadki, śmiech i łzy ale wyszkoliłam chłopaków do gotowania, sprzątania i masowania mi stopek. W życiu trzeba sobie umieć radzić … no nie? Pamiętaj jednak ze teraz jesteś odpowiedzialna nie tylko za własne ciało. Rośnie w tobie życie. Konsultuj z lekarzem wątpliwości i pytaj. Kto pyta nie błądzi i rodzi zdrowie dzieci.  

Partager:

Laisser un commentaire

Votre adresse de messagerie ne sera pas publiée. Les champs obligatoires sont indiqués avec *