Let’s dance …

Dzień dobry Społeczności. Tak jak obiecałam na początek lekcja tańca, gdzie WIDAĆ, że nie mam 6 paka tylko taki tam brzuszek! ZAPRASZAM NA I STAGRAMA NA TUTORIALL!

Mam jeszcze MASĘ więc jakbym wciągnęła brzuch na maksa, to i tak by to nic nie dało. Ruszyło nowe wyznawanie Ewy i chciałam was zmotywować co można osiągnąć w 2 tygodnie. Nie chce powtarzać tego co już napisałam wczoraj. W moim przypadku zwyciężył przede wszystkim brak stresu, NASTAWIENIE, no i bark wina(cukier!), oczywiście dieta ale z tą nie mam żadnego problemu. Kto chciał się zmotywował, kto nie, nie uwierzył. Trudno. Twoja strata. Ja jestem mega zadowolona i ćwiczę dalej. Następnym razem może będzie fota gdzie będę w stanie wciągnąć brzuch. To bardzo ciekawe ale więcej NIEDOWIERZAJĄCYCH jest na fejsie niż insta.

2 tygodnie rzetelnej pracy!

Chciałabym wam powiedzieć jeszcze kilka słów o KORTYZOLU! Dużo go u mnie a ostatnio to aż się uszami wylewał. To tzw. hormon stresu. Każdy reaguje rożnie na stres. Niektórzy tracą na wadze chociażby jedli tony. Inni, choćby przestrzegali diety i intensywnie ćwiczyli, TYJĄ nie wiadomo kiedy. Pomiędzy końcem ciężkiego dnia w pracy a drugą zmianą w domu, dochodzi kieliszek wina albo 3 a to przecież CUKIER! Dołóż do tego mega zamęczenie bo dziecko nie śpi od 2 lat … nazbiera się trochę tego. „Kortyzol jest hormonem steroidowym, mającym wpływ na stężenie glukozy we krwi – w reakcji na stres zwiększa jej poziom. Głównym zadaniem kortyzolu jest zwiększanie stężenia glukozy we krwi, szczególnie podczas aktywności fizycznej i stresu. Pod wpływem kortyzolu trudniej nam myśleć kreatywnie, ogromny problem sprawia koncentracja i improwizacja. Do mięśni trafia więcej cukru. Więcej cukru to zwiększone ryzyko cukrzycy oraz OTYŁOŚCI. Pojawia się nadciśnienie, ryzyko zawału, dodatkowe kilogramy. Może pojawić się depresja. O tym nie będę pisać. Negatywne skutki się akumulują i dlatego wymienione problemy stają się chorobami cywilizacyjnymi. To tak po krótce.

Telepraca

Wiem, że w obecnej sytuacji, izolacja nie jest dobra dla wszystkich. Mnie kwarantanna w pewien sposób uratowała. Czas nabrał innego wymiaru. Zwolnił. Płynie … no i niech sobie płynie. Mam te same obowiązki, nawet więcej bo doszło nauczanie Lulka w domu i dodatkowe gotowanie ale odcięcie się od źródła stresu pozwoliło mi na odpowiedni dystans, żeby zobaczyć ŻE FUCK MAM PROBLEM! Przyzwyczaiłam się do stresu, do tego stopnia, że winę widziałam we wszystkich innych, tylko nie w sobie. Po powrocie z macierzyńskiego (styczeń 2019) miałam restrukturyzacje w pracy. Nowa ekipa, nowy szef, masa zmian. 95% moich najciekawszych, najbardziej stymulujących, najbardziej satysfakcjonujących obowiązków odeszło BEZE MNIE do innego działu…bo byłam na macierzyńskim. Kocham pracę w OECD. Nie zamieniałbym tej organizacji za nic na świecie ale właśnie podczas kwarantanny zdałam sobie sprawę, że witalna jest dla mnie zmiana działu. I to jak najszybciej! Nie mogę się tak niszczyć. Co w sobie kocham to moja kreatywność, szaleństwo pomimo podeszłego wieku  (LOL), sentymentalność, uśmiech … a to wszystko we mnie powili umiera. Kto jest ze mną od lat wie. Było więcej filmów, więcej śmiechu, więcej vlogów … a teraz z miesiąca na miesiąc, mniej wszystkiego, mniej uśmiechu, mniej mnie i tym kim na prawdę jestem! … a raczej byłam. Taka trochę spowiedź mi wyszła ale chociaż wiadomo WHAT THE FUCK?

Nasz wspólny sobotni LAJF!

Może ktoś inny ma podobnie więc: Hej nie jesteś sama czy sam! Jestem na kwarantannie już jakiś 7 tygodni. Najpierw mieliśmy tygodniową próbę telepracy w razie jak zamkną OECD. Potem mi się spodobało i zostałam na własne życzenie jeszcze tydzień w domu. Byłam wtedy też paskudnie przeziębiona i nie chciałam się narażać na jakieś dodatkowe gówno w open space, w biurze…potem Francja zażądała ogólną kwarantannę. No i jestem sobie w domku od kilku tygodni. Wychodzę na zewnątrz po zakupy, do apteki wtedy kiedy muszę. Mam nadzieje że kwarantanna i wam pozwoli odkryć się na nowo. Albo odkryć dziada, który wam przeszkadza a do którego jesteście tak niesamowicie przyzwyczajeni, że nie zauważacie już jego obecności. A on was pomału zjada od środka! Jeżeli jesteś w domu, wykorzystaj ten czas jak najlepiej możesz dla siebie. Zróbcie sobie rachunek sumienia. Postarajcie się zauważyć i przytulić własne myśli, może też w was coś siedzi, przeszkadza i nie wiesz co to jest. A jeżeli wszystko jest dobrze to GENIALNIE!!! PILEGNUJ to jeszcze bardziej!

Życie w pewien ironiczny sposób zatrzymało dla nas czas. Mogło to zrobić w przyjemniejszych okolicznościach, bez zagrożenia i choroby. Ale biorę co życie mi daje i cisnę jak cytrynę. Wracając do mojej zmiany. Taki wpływ miało na mnie zmniejszenie stresu, sport, dieta, zdrowe podejście do sprawy i moje nastawienie. Poczytajcie sobie też o prawie przyciągania…coś w tym jest. Nie mówię że czuje kompletny BRAK STRESU! I nie mam już kortyzolu we krwi. TO NIEMOŻLIWE. Jednak DYSTANS pokazał mi jak sobie z tym radzić. DYSTANS WZMOCNIŁ mnie. Od wczoraj, Francja ma dodatkowy miesiąc kwarantanny. Ja się cieszę i moja rodzina też bo jesteśmy RAZEM! Cieszę się bo mogę jeszcze bardziej nad sobą popracować i nie mówię tu tylko o codziennych treningach! Nie masz wpływu na to co dzieje się obecnie na świecie ale postaraj się wykorzystać ten czas najlepiej jak potrafisz. Nie musisz wierzyć w moją metamorfozę. Sama nie sądziłam że zobaczę tak fantastyczne zmiany, po tak krótkim czasie! To jest jednak MOŻLIWE jeżeli wszystkie parametry będą pięknie współgrały ze sobą. Ćwiczyłam intensywnie nie raz i szlag mnie jasny trafiał że nic się nie działo a wręcz przeciwnie!!! Mówiły mi koleżanki o stresie i zmęczeniu ale moja odpowiedzią było: KTO TEGO NIE ODCZUWA! Może jesteś w podobnej sytuacji, trzymasz dietę, ćwiczysz jak wariat a tu nic i waga w górę. Może też z przyzwyczajenia nie zauważasz dziada który cię niszczy od środka a efekty pokazuje na zewnątrz! No i takie trenowanie oprowadzi tylko do mega frustracji i złości (z niektórych komentarzy wiedze ze nie tylko złości do samego siebie ale i do mnieJ). Najczęściej kończy się to rzucaniem wszystkiego w cholerę! Ja już tak nie chce! Czuje się jeszcze wrażliwa ale czuje też dawno zapomnianą siłę i wole walki! Bardzo mi tego brakowało. Bo to że możesz zrobić BIKINI i nawet się nie spocić i dawalić sobie jeszcze jeden trening ale to NIC NIE ZNACZY!!!! To nie o tą siłę chodzi! Jeżeli nie zdasz sobie sama z tego sprawy albo nie posłuchasz porad innych, nic z tego nie będzie. Będziesz krzyczeć na siebie i na metamorfozy takie jak moja wczoraj. Jestem z siebie bardzo dumna i bardzo szczęśliwa. Zrobię wszystko co w mojej mocy, żeby tego nie zaprzepaścić! Zycze ci powodzenia i MIŁOŚCI do siebie! LOVE ode mnie!

Partager:

1 Commentaire

  1. 14 avril 2020 / 16 h 22 min

    Piekny wpis taki czysty i prawdziwy. Stres to jest cos strasznego i nie kazdy potrafi go odroznic od napedowego stresu czy normalnego. Jestem z Ciebie dumna Love you too.

Laisser un commentaire

Votre adresse de messagerie ne sera pas publiée. Les champs obligatoires sont indiqués avec *